Natrętny dźwięk budzika brutalnie przerywa błogi sen, ki diabeł ? przecież mamy weekend wreszcie można pospać. Powoli powracająca świadomość odgania resztki snu, przez głowę przetacza się myśl, ZAWODY!!! . Błyskawicznie zrywam się na równe nogi, czajnik na gaz i szybkie oc w łazience. Po śniadaniu pakowanie sprzętu, dokumentacji i w ekspresowym tempie na parking. Tu zaskoczenie, chyba ostatni raz tej wiosny, jeśli wiosną można nazwać to co mamy w tym roku o tej porze, zamarznięte szyby samochodu, zamiast złości na twarzy pojawia się jednak rozbawienie. Jazda na zbiórkę, pierwszą w tym roku, a tam ,już grupka rozbawionych kolegów po kiju i miła atmosfera przesycona żartami wędkarskimi i dowcipnymi, przycinkami w stronę kolegów jak nie przymierzając przed walką bokserską, gdzie przeciwnicy podkreślają swoje walory i oświadczają wszem i wobec że nikogo się nie boją. Wreszcie 700, ruszamy na łowisko. Jazda zajmuje nam około półgodziny, nad jeziorem czeka już na nas grupka organizatorów i komisja sędziowska. Jak zwykle niezastąpiona Koleżanka Krystyna serwuje kawę, herbatę no i przepyszne ciasto w pieczeniu, którego jest niekwestionowaną mistrzynią. Komisja sędziowska sprawdza listę obecności, jeszcze krótkie wystąpienie Prezesa Koła , informacja na temat wędkowania i rozpoczynamy losowanie stanowisk. W tle jezioro, widok jak z obrazka, martwa natura , nawet najmniejsza falka nie marszczy powierzchni wody. Po prostu idylla, po porannym przymrozku nie pozostało nawet śladu, zapowiada się piękny dzień. Losowanie dobiega końca, sędziowie podają czasowy harmonogram zawodów i uczestnicy szybko udają się na wylosowane stanowiska. Wszyscy łowimy z kładek, które pieczołowicie wspólnie z Kolegami ze Słońska, przez ostatnie lata odbudowujemy. Przez głowę przetacza się myśl, marzenie, żeby choć raz połowa takiej grupy pomogła przy pracach, już dawno plany były by zrealizowane, no ale cóż jest jak jest. Zawodnicy którzy dotarli do swoich stanowisk sprawnie wnoszą sprzęt i z wielkim namaszczeniem mieszają zanęty które w założeniu mają ściągnąć taaaką rybę. Wielobarwne robactwo i inne przynęty pachnące jak świąteczne ciasto, czekają na sygnał rozpoczęcia zawodów. Czas przygotowania zanęt i sprzętu szybko mija i rozlega się dźwięk sędziowskiej trąbki, po którym do wody lecą kule zanętowe. Jedne ciemne inne jasne, mniej lub mocniej sklejone, ściskane ręcznie lub kręcone w ręczniku, nasączane zapachami i syropami. Wszystkie w jednym celu, złowienia jak największej ilości ryb i pokonania przeciwników, zdobycia cennych punktów do rocznej klasyfikacji i mistrzostw Koła. W zawodach udział bierze 35 seniorów, 10 juniorów i rodzynek jedna pani. Po 10 minutach nęcenia, rozlega się kolejny sygnał trąbki, to znak do rozpoczęcia łowów. Do wody idą zestawy wędkarskie i haki uzbrojone w smakołyki mające przechytrzyć ryby. Metody połowów bardzo różne, jedni preferują metodę tzw „bata” inni łowią „tyczką” a jeszcze inni metodą odległościową, wszystkie metody dobre, która okaże się najskuteczniejsza, okaże się za cztery godziny. Jak na każdych zawodach będą tacy, którzy będą mieli swoje Austerlic, i inni mniej zadowoleni przeżywać będą małe Waterloo. Pierwszą rybę sezon u 2013 złowił Kolega Prezes Koła, niestety był to tylko miły początek i nie przełożyło to się na dobry wynik końcowy. Dzielnie ryby łowiła młodzież, ich wyniki można uznać za więcej niż dobre. Ładnie spisała się także jedyna kobieta w stawce zawodników, a uzyskany wynik 4005 punktów, dał by jej wysokie miejsce nawet wśród seniorów, Pani Krysiu GRATUJACJE. Seniorzy to inna bajka, tutaj walka była bardzo zacięta. Aby zrobić dobry wynik należało odławiać drobną i średnią rybę systematycznie, przez całe zawody. Nie wszystkim to się udało. Wpływ na to miały popełnione błędy własne, lub sąsiadów którzy jak to mawia nasz były reprezentacyjny bramkarz, popełniali „wielbłądy” które skutkowały negatywnie nie tylko na ich stanowiskach , ale także na sąsiednich. Podsumowując , osiągnięte wyniki przez seniorów należy uznać dobre. Całe zawody odbyły się w miłej i koleżeńskiej atmosferze, złowione ryby po zważeniu wróciły ponownie do wody i jest nadzieja że spotkamy się z nimi ponownie za rok. Zwycięzcami w swoich kategoriach zostali : juniorzy : Wiktoria Piniewska 4140 pkt , panie : Krystyna Kasperkiewicz 4005 pkt. Seniorzy : Dariusz Mikłaszewski 7575 pkt. Należy stwierdzić że jezioro Radachowskie po raz kolejny nas nie zawiodło i szczodrze darzyło swoimi owocami. Zwycięzcą zawodów gratulujemy osiągniętych wyników, pokonanym przypominamy że była to dopiero pierwsza tura zawodów o tytuł Mistrza Koła na rok 2013, w drugiej turze wszystko jeszcze może ulec zmianie. A więc koncentracja i przygotowanie do drugiej tury , walka jeszcze trwa.
Szczegółowe wyniki zawodów znajdziecie w zakładce wyniki zawodów azdjęcia w zakładce galeria.
Z wędkarskim pozdrowieniem „Wodom Cześć”
Zarząd Koła PZW nr 3 w Kostrzynie nad Odrą


