Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny



SKŁAD

Wykorzystanie wszystkich możliwości zanęty wymaga precyzyjnego jej zestawienia i sporządzenia. Trudno pożądane właściwości uzyskać za pomocą jednego składnika, choćby najdoskonalszego. Stąd w przepisach widzi się ich po kilka lub nawet kilkanaście (czasem nawet powyżej dwudziestu, co jednak zakrawa na przesadę - pod każdym zresztą względem). Do niedawna wyodrębniano dwie ich zasadnicze grupy. Do pierwszej zaliczano składniki czynnie oddziałujące na ryby, czyli przez nie bądź zjadane, bądź odczuwane bezpośrednio. Jedne, zwane smużącymi, rozchodzą się po wodzie, zwabiając ryby z daleka. Inne, zwane spożywczymi, pozostają na miejscu. Zaświadczają, że wyprawa śladem smugi była warta podjęcia. Przytrzymują też ryby tu, gdzie się łowi. Jeszcze inne przydajązanęcie smaku, zapachu. I tak też je nazwano: smakowe, zapachowe. Wreszcie przynęty zanętowe, czyli to coś, co podajemy na haczyku, tylko w drobniejszej postaci. W tym sensie wyżej omówione zanęty długookresowe składają się w zasadzie tylko z przynęty zanętowej. Tu ich rolę pełnią najczęściej drobne białe robaczki (pinkies) oraz małe larwy ochotki (jockers). Do grupy drugiej zaliczano składniki określane jako bierne, niejadalne: glina, ziemia, piasek, mające zanętę dociążyć i nadać jej odpowiednią spoistość. Ten prosty i czytelny podział, jak się okazało, niezbyt trafnie oddawał rolę poszczególnych składników. Mineralne, uważane za bierne, wyraźnie oddziaływały czasem na ryby. Czynne równie wyraźnie wpływały na spoistość i w ogóle zachowanie się zanęty. Na przykład jeden z naszych czołowych wędkarzy spróbował dodać sproszkowanej cegły szczególnego gatunku. Okazało się, że na zanętę z nią ryby reagowały znacznie mocniej niż na czystą, sprawiały wrażenie podminowanych. Na ludzi zresztą cegła ta też działała: przy mieleniu kichało się od wdychania pyłu. Inny przykład: glina, wymywająca się z zanęty, powoduje czasem obniżenie aktywności żerowej ryb, zamula im bowiem skrzela, ograniczając wymianę tlenową. Herbatniki mielone znów, zalecane w niektórych dawniejszych przepisach, silnie sklejają pozostałe składniki. Zanęta spoczywa na dnie w postaci najbardziej przypominającej kit. Jeśli więc chcemy wykorzystać ich działanie wabiące, musimy na każdą ich część dać np. trzy części mąki kukurydzianej, która ma właściwości rozpraszające. Ona zresztą nie tylko rozprasza, lecz i obciąża, trzyma zanętę przy dnie. Ale ta sama kukurydza zmielona grubiej, czyli w postaci kaszki, oprócz rozpraszania powoduje unoszenie się reszty, nawet wypływanie. Są też składniki, których wpływ na spoistość zależy od czasu namoczenia. Na przykład mączka arachidowa w kilka godzin po zarobieniu z wodą zachowuje wartość normalną. Po nocy - tężeje na beton. Wobec takiej różnorodności wpływów mistrzowie europejscy, swe sukcesy zawdzięczający w przeważającej mierze właściwemu nęceniu, opracowali ostatnio nieco odmienną zasadę dobierania składu zanęt. Ich składniki podzielili mianowicie na sześć grup:

Grupa I - Składniki podstawowe - baza

Grupa II - Objętościowe i wiążące - wypełniacze

Grupa III - Smużące

Grupa IV - Pobudzające - przywołujące

Grupa V - Zapachowe

Grupa VI - Smakowe

Gotowe zanęty, które bez najmniejszego trudu i w obszernym wyborze można kupić, zawierają na ogół te składniki w pożądanych proporcjach. Te, których nie ma sensu wozić w opakowaniu, jak piasek, są zalecone we wskazówkach wy twórcy. Dla wędkarzy, którzy są jednak przywiązani do własnoręcznego sporządzania zanęt, podajemy garść wskazówek. W ogólnej masie zanęty grupy / i II powinny stanowić łącznie nieco ponad połowę (do dwóch trzecich). Proporcje między nimi samymi zależą od głębokości łowiska i siły prądu. Składniki grup III i IV powinny zająć łącznie niespełna jedną trzecią masy, grup V i VI- około jednej dziesiątej. W obrębie każdej z tych par trudno dokładnie rozgraniczać oddziaływanie składników. Szczególnie ostatnie dwa przeplatają się bardzo silnie. W wielu wypadkach rozróżnienie, czy coś działa bardziej na zmysł smaku, czy węchu, należałoby raczej pozostawić samym zainteresowanym, czyli rybom. Dokonajmy też przeglądu co pospolitszych składników zanęt, pomijając mniej zalecane, jak np. glina. Drugi z pominiętych składników to woda. Istotne znaczenie ma zarówno jej jakość, jak ilość. To pierwsze raczej tylko w zbiornikach i rzekach czystych. Najlepiej w takich razach, by pochodziła ona z łowiska; innej ryby się brzydzą, jak powiadają dowcipnisie - lub też obca odstrasza ryby smakiem i zapachem, jak mówią wędkarze kochający powagę. Pochodzenie wody nie odgrywa roli przy łowieniu w rzekach silnie zanieczyszczonych. Takich, w których błona fotograficzna sama się wywołuje: główne biegi wielu rzek nizinnych. W takich razach pozostaje ją brać stąd, gdzie wygodnie. Jeśli wolimy zanętę rozrobić w domu, nie przejmujmy się: kranowa chlorowa w niczym nie będzie gorsza od rzecznej fenolowy. Ilość wody natomiast zdecydowanie wpływa na spoistość zanęty. Ta sama mieszanina, nawilżona lekko, będzie na głębokość dwóch metrów opadała dobrą minutę; solidnie przemoczona - natychmiast znajdzie się na dnie. Już z powyższego przeglądu można się zorientować, że podział na grupy nie jest ani ścisły, ani jednoznaczny. Ma charakter wyłącznie praktyczny. Poszczególne składniki pełnią różne role i często od naszych potrzeb zależy, czy potraktuj emy któryś z nich bardziej - na przykład -jako smużący, czy jako wiążący. Nie wszystkie takie przypadki zostały zresztą uwzględnione. I tak: krew suszona nie tylko smuży, ale też cechuje się wyraźnym smakiem, co by ją kwalifikowało także do grupy VI. Przy łowieniu zaś na kostki krwi ściętej może równie dobrze służyć za przynętę zanętową. Wykazu powyższego nie należy też uważać za zamknięty. Nie tylko dlatego, że brakuje w nim wielu produktów typowo zanętowych, jak choćby rozmaite aminokwasy. Te podstawowe cegiełki każdego białka wchodzą w skład wszelkiej tkanki zwierzęcej, są zatem potrzebne do jej budowania i wobec tego instynktownie poszukiwane przez ryby jako składnik pożywienia. Wyspecjalizowane firmy zachodnie wytwarzają je pojedynczo bądź w mieszankach, w postaci gotowej do użycia w charakterze dodatku do zanęt (przynęt zresztą też), często od razu z dodatkiem aromatów. Skutki bywają oszałamiające. Niekompletność wykazu wynika jeszcze z czego innego. Nigdy, mianowicie, nie należy zarzucać własnych poszukiwań. Mączka kokosowa trwale utrzymuje się w toni; ale czy tylko ona? Okazało się, że tę samą cechę wykazuje całkiem swojskie proso, byle należycie rozpylone. Ale znów: czy to musi być jakaś mąka? Wędkarz myślący nie ustaje w dociekaniach. Ktoś samodzielnie sporządzający spławiki z pianki poliuretanowej zachował pył powstający przy ich szlifowaniu. Inny - pył korkowy otrzymany przy dorabianiu rękojeści do wędziska. Oba, dodane do zanęty, powinny wypływać, unosząc inne składniki. Jeszcze inny zainteresuje się pumeksem. Jeden z czołowych polskich wędkarzy spostrzegł, że trociny z drzew liściastych, w których przechowywał białe robaczki, zachęcająco przeszły ich zapachem. Próbował ich dodać. Smużyły pięknie, z widocznym zresztą skutkiem. Niestety, w następnych próbach sukcesu nie udało się odtworzyć. Dlaczego? Wdzięczne pole do doświadczeń. Albo aloes, którego własności przeczyszczające są powszechnie znane. Jako taki, powinien - w znikomych dawkach - pobudzać ryby do żerowania. Do kupienia w aptekach, zielarniach. Czy nie warto wypróbować? Wiele też zależy od jakości składnika. Wiadomo, że musi być świeży, nie skwaśniały, nie zjełczały. Tłuszczów z zapaszkiem ryby się boją. Nie ma żadnej przesady w sprawdzaniu, czy arachid zachował słodki smak - oznakę świeżości; czy kaszka kukurydziana nie zalatuje stęchlizną- a to się często zdarza, czasem już w chwili kupowania. Nawet tak chwalona przynęta zanętowa jak ochotka potrafi zepsuć całą zabawę. Na ogół poprzestaje się na sprawdzeniu, czy jest ruchliwa. Tymczasem wytrawni wędkarze także ją wąchają. Przekonali się bowiem, że pochodząca z niewłaściwego podłoża (posunięty rozkład siarkowodorowy, nadmiar ścieków mleczarskich itd.) zamiast wabić, odstrasza. Zachowaniu świeżości sprzyja właściwe przechowywanie. Np. jełczenie postępuje tym szybciej, im większe rozdrobnienie. Skąd wniosek, że mleć trzeba możliwie późno - w granicach rozsądku, oczywiście. Co prawda, składniki niskiej jakości jełczeją prawie natychmiast po rozdrobnieniu, co zresztą pod znakiem zapytania stawia sensowność oszczędzania na zanętach. Trwałość można przedłużyć, trzymając produkty w ciemności i szczelnie zamknięte, z możliwie małą ilością powietrza. Właśnie światło i tlen przyśpieszająjełczenie. Temperatura ma tu znaczenie uboczne. Jedna przynajmniej ulga: nie trzeba rodzinie zajmować lodówki. To wszystko dotyczyło ochrony przed pogarszaniem jakości. Ale można jąteż poprawiać. Na przykład - przez gotowanie niektórych składników, jak kasze czy siemię. Powoduje to spękanie błoniastej osłony komórek i wypłynięcie, wyzwolenie składników smakowych. Ryba nie musi czekać, ma gotowe. Tu znów rozpościera się pole dla doświadczeń. Można przecież próbować wszelkich sposobów kuchennych, łącznie np. z potrzymaniem ugotowanej kaszy w lodówce; każda gospodyni poświadczy, że przydaje to szczególnych właściwości -jeśli nie smakowych, to takich jak podatność na mieszanie, ugniatanie itp.