Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny



Sporządzenie

Same składniki, nawet najlepsze, nie zapewniają właściwej jakości zanęty. Musi ona jeszcze być właściwie sporządzona. W przeciwnym razie, zamiast podsuwać rybom te nęcące propozycje, chlapie się kitem czy papką, zalegającymi dno bezużytecznie. Albo przeciwnie - rozpyla się zanętę po powierzchni wody, a w wyznaczone miejsce dolatuje znikomy jej ułamek. Zasadnicze znaczenie ma właściwa kolejność czynności. Zaczynamy od wymieszania składników spożywczych. Następnie zwilżamy je wodą - równomiernie, tak by ani nie powstały grudki, ani nie pozostały miejsca suche. Dopiero teraz mieszamy z ziemią. Nie ugniatamy przy tym, tylko przegarniamy. Uzyskujemy przy okazji napowietrzenie zanęty, staje się ona puszysta. Sporządzanie zanęty: 1 - umieszczenie suchych składników w naczyniu, 2 - wstępne ich wymieszanie, 3 -zwilżenie wodą; podczas jej dolewania trzeba cały czas mieszać, 4 - przegarnianie połączone z rozcieraniem ewentualnie powstałych grudek, 5 - formowanie kul... 6 - ...które powinny tak wyglądać Trudno podać konkretne wskazówki co do właściwego rozrobienia. Wiele tu zależy od rodzaju zanęty, a także od warunków. Różne bywają rybie humory. Jednego dnia działa tylko mieszanka przesuszona, drugiego - akurat papka. Zawsze jednak trzeba zaczynać od zanęty niedowilżonej. Po przekroczeniu bowiem pewnego punktu staje się ona nie do uratowania. A przekroczyć go łatwo, jeżeli się nie uwzględni wody zawartej już w niektórych składnikach. Na przykład -w gotowanej kaszy. Po zmieszaniu jej z suchą zanętą warto odczekać z pół godziny, aż wilgotność się ustali. Czasem okazuje się, że w ogóle już nie trzeba wody dodawać. Gdybyśmy jej więc dolali nie czekając, zanętą byłaby przemoczona. Praktycznie jest mieć jedno naczynie, w którym zanętę rozrabiamy stale. Wtedy do każdego jej rodzaju możemy ustalić niezmienne proporcje. Dopóty, oczywiście, niezmienne, dopóki używamy tych samych składników; bułka z innego źródła to już może być całkiem inna bułka. Ten wspomniany wyżej punkt, do którego trzeba zanętę dowilżyć, warto ustalić zawczasu. Czyli - sprawdzić, jaka ma być jej spoistość. Kula bowiem zbyt mocno sklejona może się pod wpływem prądu wytoczyć po twardym dnie poza łowisko; niekoniecznie zresztą od razu. Dlatego w tych warunkach powinna się rozpaść od razu, przykryć to, co może się zbyt łatwo wymywać. Przy dnie grząskim, mulistym, jej spoistość powinna być na tyle mała, by rozłożyła się na nim, nie grzęzła. Niejeden przegrał zawody nie przez zły dobór składu zanęty, tylko przez mylną ocenę dna. Na zachowanie zanęty w wodzie wpływa także sposób formowania kul. Pod warunkiem, oczywiście, że jest ona wystarczająco dobrej jakości. Ta sama gotowa, nawilżona mieszanka, mocno ugnieciona w dłoniach przed rzuceniem, szybko opadnie na dno, praktycznie nie zostawiając smugi. Nie ściąga zatem drobnicy, a pracować zaczyna dopiero na dnie; jeśli jest twarde i czyste (bez roślinności), ściąga tam duże egzemplarze ryb. Ugnieciona nieco lżej, rozpada się z chwilą uderzenia o powierzchnię wody i powoli opada na dno, pozostawiając intensywną smugę. Stosuje się to albo kiedy nie wiemy, na jakiej głębokości żerują ryby (bo np. dopiero co przyjechaliśmy na nieznane łowisko), albo kiedy zamierzenie łowimy z opadu (zwłaszcza metodą angielską); przynęta, opadająca powoli, penetruje całą wysokość słupa - szansę jej przechwycenia mają ryby żerujące na wszystkich głębokościach. Ugnieciona zaś bardzo delikatnie, tylko na tyle, by się nie rozsypała w powietrzu, po opadnięciu na wodę zatrzymuje się na jej powierzchni i rozprasza stopniowo. Daje to wybitne korzyści, kiedy na przykład w południe łowimy wzdręgi, klenie czy nawet liny nad dnem mocno zarośniętym; o tej porze żerują one tuż pod roślinnością wynurzoną, zbierając ze spodnich powierzchni liści (np. grążeli) ślimaczki czy larwy komarów. W tym wypadku kula, która opadnie na dno, byłaby stracona. Ale dobre ułożenie kuli to dopiero początek. Trzeba jeszcze wiedzieć, co się z nią dzieje dalej. Informacji o tym może dostarczyć niewielka kulka kontrolna, położona przy brzegu, w miejscu widocznym. Ale przecież prąd jest tu inny. Może się zdarzyć, że tu zniknie, a w głębi jeszcze zostanie. I na odwrót. Nie zaszkodzi więc sprawdzić osobiście - tam gdzie to możliwe; i oczywiście nie podczas wędkowania, tylko, na przykład, dla urozmaicenia południowej przerwy w nim. Ot, zarzucić, a potem co jakiś czas dać nurka i zobaczyć, jak tam wygląda. Bywa, że na brzegu zanęta zakrawa na kit, a w wodzie już po niespełna godzinie nie ma po niej ani śladu. Wiąże się to z różnorodnością prądów w wodzie. Nie tylko bieżącej; wytwarzają się one też w jeziorach. Nie zawsze możemy je rozpoznać po wyglądzie powierzchni lub zachowaniu spławika. Czasami o ich istnieniu przekonujemy się przypadkiem. Na przykład po niecelnym zarzuceniu i zagapieniu się mamy branie w miejscu całkiem nieoczekiwanym: dwa metry poniżej miejsca zanęcenia i trzy metry bliżej brzegu. Powtarzamy - i to samo. Okazuje się, że ryby stoją nie tu, gdzie umieszczaliśmy zanętę. Tak japo prostu zniosło. To jeden z powodów, dla których nie należy sporządzać dużych kul. Te są bowiem bardziej poddane działaniu nurtu - tym przecież silniejszego, im dalej od dna. Małe w większym stopniu mieszczą się w warstewce martwej wody przy dnie. Niezależnie od tego dobrze jest trafić z zanętą na jakiś dołek lub inny punkt zatrzymania na łowisku. Z braku czegoś takiego próbuje się czasem rzucać zanętę w postaci bryły spłaszczonej, nie kulistej. Taki placek jednak opada ruchem kołyszącym, podobnie jak upuszczona kartka papieru. Nigdy więc nie wiadomo, gdzie osiądzie. Dla utrzymania zanęty w miejscu stosuje się czasem siatki, talerzyki ze sterczącymi drucikami i inne urządzenia. Ich ogólną przywarą jest, że zarówno one same, jak i linka łącząca je ze stanowiskiem wędkarza (konieczna, żeby nie zostawiać po sobie śmieci na dnie), stanowią wdzięczną pułapkę na haczyki. Inny rodzaj niespodzianek polega na tym, że brania następują powyżej miejsca położenia zanęty. To robaczki uciekają z niej, kierując się pod prąd. Rybom zaś najwidoczniej bardziej przypadły do gustu one niż nasza wyborna mieszanka. Wiele jest jeszcze niewiadomych w trudnej sztuce nęcenia. Ogromnie dużo zależy od doświadczenia. Ale nawet wytrawnym mistrzom zdarzają się fatalne potknięcia. I oni często przeżywają rozterki: czy zaryzykować, starając się maksymalnie wykorzystać łowisko, czy może lepiej stonować, by go przypadkiem nie popsuć - na ten przynajmniej raz. Jakimś wyjściem z sytuacji bywa przygotowanie dwóch lub nawet trzech mieszanek, żeby się zabezpieczyć na wypadek skrajnie niekorzystnych splotów okoliczności; żeby ani łowienie nie skończyło się po dwudziestu minutach, ani zanęta nie zaczęła pracować dopiero po kilku dniach. A i tak najpoprawniejsze jej zestawienie, przygotowanie i podanie mogą dać wyniki, lecz nie muszą. Jak bowiem zawsze powtarzamy: coś tu do powiedzenia mają jednak ryby.