Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny Tekst alternatywny



Zestawienie

Oszołomienie wielością składników, stosowanych do sporządzania zanęt, skutkuje czasem w sposób zgoła humorystyczny. Spotyka się zapaleńców, którzy biegają zaaferowani, bo zdobyli już dwadzieścia kilka składników do zanęty-cud; ale jeszcze paru im brakuje. Otóż nie należy z tym przesadzać. Nie tylko dlatego, że nie potrzeba. Także dlatego, że stosowanie zasady szczypta każdego łacno doprowadza do skutku, jakiemu w jadłospisie ludzkim odpowiada podawanie śledzia z dżemem. Dobieranie kompozycji smakowych obowiązuje także w zanętach. Jest tylko o tyle trudniejsze, że ryby udzielają odpowiedzi pośredniej: biorąc lub nie. Najprostszą zanętą bywają same tylko przynęty. Takie nęcenie stosuje się przede wszystkim przy łowieniu odległościowym, kiedy to zależy nie tyle na ściągnięciu ryb, ile na ich przytrzymaniu i zachęceniu. Tak np. typowe dla metody angielskiej jest nęcenie białymi robaczkami. Dawniej używano dużych, haczykowych (gozzers), gdyż tylko one dawały się zarzucać na duże odległości. Wprowadzenie rozpuszczalnych w wodzie klejów do przynęt sypkich, np. Astucol, oraz też rozpuszczalnych folii, w które się zanętę owija, umożliwiło użycie do tego celu robaczków zanętowych (pinkies). Przy rzucaniu luźnych na duże odległości jedynie proca pozwala uniknąć nadmiernego rozrzutu. Podobny charakter ma nęcenie bryłkami gliny lub ziemi z dodatkiem larw ochotki. Niewiele bardziej złożone zanęty wykazują czasem skuteczność także przy łowieniu zwykłym, nie odległościowym. Znajomość zachowania się poszczególnych składników umożliwi wprowadzenie odpowiednich zmian w składzie. Z braku, na przykład, herbatników (choćby dlatego, że nie chce nam się mleć), można je w zanęcie płociowej na wody bieżące zastąpić dalszymi dwiema częściami bułki tartej. Razem będzie jej wtedy 5 części. Całość natomiast straci nieznacznie na kleistości, co ewentualnie można będzie wyrównać zawartością gliny i stopniem nawilżenia. Może być inny powód zmian. Orientujemy się, dajmy na to, że leszcze w rzece chodzą akurat wyżej, nie przy dnie. Usuniemy wówczas z zanęty chleb, dorzucimy natomiast biszkoptów mielonych, jako że mają one skłonność do pływania. Dla lepszego rozpraszania dodamy może mąki kukurydzianej, a dla wyrównania ubytku składnika zdecydowanie przez leszcze lubianego, jakim jest chleb, zwiększymy nieco zawartość konopi. Przynęty zanętowe są w znacznym stopniu niezależne od składu mieszanki. Jedynie ochotki nie należy łączyć ze składnikami kwaśniejącymi, jak bułka, chleb, biszkopty. Nieszkodliwe dla niej są makuchy, siemię konopne, mąka kukurydziana. Dodatek przynęt żywych, jak właśnie ochotka czy białe robaczki, nie powinien być zbyt duży - 5 do 10% objętości. Przy większym zanęta się rozpada, trudno ją uformować. Można wprawdzie radzić sobie zwiększając kleistość, ale nie wygląda to na działanie nazbyt sensowne. Jeśli zależy nam na którymś z gatunków, to musimy uwzględnić jego upodobania smakowe nie tylko w ogóle (np. skrzepnięta krew w wypadku klenia), ale także tu, gdzie zamierzamy łowić. Jednym z pospolitych błędów jest nieuwzględnienie faktu, że w wielu łowiskach ryby są wyraźnie przyzwyczajone do tego, co stosują stale w nich łowiący wędkarze. Nawet najlepszy przepis, z niebywałym powodzeniem sprawdzony gdzie indziej, tu okaże się bezużyteczny, jeśli nie zawiera tego właśnie składnika. Doświadczenie podpowiada, że istotne znaczenie dla skuteczności zanęty ma także kolor. Zależność przy tym nie jest jednoznaczna. Dwaj bracia, obaj należący niegdyś do naszej ścisłej czołówki wędkarskiej, pewnego razu łowili obok siebie. Używali tej samej zanęty. Stojący poniżej zabarwił ją na żółto. Drugi - na czerwono (barwnikami spożywczymi). Zdecydowanie lepszy połów miał ten od czerwieni. Kiedy jednak dla sprawdzenia zbadali zawartość przewodów pokarmowych złowionych przez siebie ryb, okazało się, że są one zapełnione wyłącznie zanętą żółtą. Czyli ryby u jednego jadły, u drugiego brały. Klasa obu wędkarzy wykluczała jakieś wyraźne błędy w łowieniu. Czyżby każdy z kolorów usposabiał do innego rodzaju żerowania? Często kolor zanęty ma znaczenie po prostu takie, że upodabnia ją do podłoża. I znów: nie zawsze pewne, czy to dobrze. W niektórych wypadkach właśnie plamy wyraźnie odbijające od dna lepiej przywabiają ryby. Żywe zabarwienie z reguły natomiast przydaje atrakcyjności białym robaczkom zanętowym, tak jak i haczykowym. Na przykład zafarbowane na kolor bordowy są łykane przez leszcze natychmiast po wyjściu na wierzch zanęty. Zdaniem wielu wędkarzy decydujące znaczenie dla atrakcyjności zanęty ma jej zapach. Nie należy jednak z nim przesadzać. Z dwojga złego lepsza niedoaromatyzowana. Samodzielne zestawianie zanęt - nawet ze składników pospolitych - przeciętnemu wędkarzowi, zwłaszcza z miasta, nastręcza sporo trudności. Główny kłopot to uzyskanie właściwej postaci. Mielenie siemienia lnianego w domowym mikserze może obrzydzić wędkowanie. Ba, zwykłego sita do przesiewania choćby bułki tartej nie bardzo wiadomo gdzie szukać. W dodatku trzeba być ze wszystkim na bieżąco. Nie da się raz na rok przygotować wszystkiego ile trzeba i mieć święty spokój. Zanęta musi być przecież świeża: żadnej stęchlizny, zjełczenia, skwaśnienia. Wyjściem z sytuacji jest stosowanie gotowych zanęt, obecnych we wszystkich sklepach wędkarskich. Niektóre są doskonałe. Do wytwórcy jednej z nich (przez skromność nie wyjawimy, którego z autorów to dotyczy) zwrócił się kiedyś doświadczony zawodnik, wieloletni członek kadry w swoim okręgu, prosząc o zmianę receptury. Jak powiadał z żalem, byle jacy zawodnicy osiągają z tą zanętą wyniki takie, że nie widać zasłużonej przewagi mistrzów. Była to oczywista przesada. Suchy proszek kupowany w torebce sam jeszcze zawodów nie wygrywa. Albo ci byle jacy nie byli tacy byle jacy, albo mistrzowie nie tacy znów mistrzowscy; cóż zresztą im przeszkadzało sięgnąć po tę samą zanętę? Niemniej, trafiwszy na tak dobry wyrób, można sobie znakomicie uprościć życie i zapewnić wyniki. Pod warunkiem jednak, że się umiało dostosować jego skład do konkretnych warunków, według zasad wyżej opisanych. Liczy się nie tylko charakter, w tym zwłaszcza rybność łowiska, lecz także zagęszczenie łowiących. Kiedy stoją jeden obok drugiego, czego przykładem (nie naj skraj niej szym) mogą być zawody, konieczne są zanęty skomplikowane i wyszukane; trzeba wabić lepiej niż konkurencja. Kiedy się jest samemu, może wystarczyć coś bardzo prostego. W okolicznościach zaś szczególnie sprzyjających można się nawet obejść w ogóle bez zanęty.